Pisali o nas:

Wieści wolbromskie, nr 17, 22 września 2011


Sukces IV Festynu PCK »

Transplantacja - szansą na nowe życie »


Twoje Tychy nr 14/176, 5 kwietnia 2011


CYKL SPOTKAŃ POŚWIĘCONYCH TRANSPLANTACJI

We wtorek, 29. marca w Wyższej Szkole Zarządzania i Nauk Społecznych oraz w parafii pw. Świętej Rodziny odbyły się prelekcje pt. "Transplantacja - dar życia". Wygłosili je Andrzej Papacz (na zdjęciu) i Elżbieta Orczyk, założyciele Fundacji "Transplantacja - DarŻycia", zajmującej się propagowaniem wiedzy na temat transplantacji i dawstwa narządów.

Andrzej Papacz od prawie 15 lat żyje z przeszczepionym sercem. Elżbieta Orczyk, po śmierci męża wyraziła zgodę na pobranie jego narządów dla ratowania życia innych. Na podstawie własnych doświadczeń, starają się popularyzować wiedzę na temat transplantacji, pokazywać, że przekazanie narządów do przeszczepu może uratować życie innym ludziom, lub znacznie poprawić jego komfort.

Dzisiaj (środa) odbędzie się kolejna prelekcja, tym razem w parafii pw. Św. Franciszka i Św. Klary (ul. Paprocańska 90), o godz. 19.30. Natomiast w czwartek prelegenci zapraszają na spotkanie w parafii pw. Św. Jana Chrzciciela (ul. Kopernika 5), o godz. 16.30. W trakcie spotkań rozdawane są "oświadczenia woli" - deklaracja zgody na pobranie narządów po stwierdzonej śmierci mózgowej.

- Wykład był bardzo interesujący i pouczający - mówi Dorota Kasperczyk, która wysłuchała wykładu, jaki odbył się w WSZiNS. - Wielu ludzi myśli stereotypowo i gdy umiera ktoś bliski, nie chcą się godzić na oddanie jego narządów. To narusza pewną barierę, pewien osobisty wymiar tragedii. Są opory, co pomyśli reszta rodziny. Spotkałam się już z takimi przypadkami. Ale tutaj zostało to przedstawione w taki sposób, że mogło przekonać.

- Można było dużo się dowiedzieć i uświadomić sobie, że przeszczep narządów może komuś naprawdę pomóc - mówiła po wysłuchaniu wykładu Joanna Ostafińska. - Wzięłam ze sobą oświadczenie woli. Będę je nosić przy dokumentach.

- Odbiór naszego wykładu był bardzo dobry, prawie wszyscy po spotkaniu przyszli po oświadczenia woli. Jedna pani wzięła nawet dla całej rodziny - mówiła po spotkaniu w WSZiNS Elżbieta Orczyk. - To nas bardzo cieszy, tym bardziej, że w spotkaniu uczestniczyli też ludzie starsi, którzy często mają opory natury etycznej, jeżeli chodzi o pobieranie narządów od zmarłych dawców.

źródło: www.tychy.pl
autor: Sylwia Zawadzka
foto: Eliza Madej


Transplantacja - dar życia

Od pierwszego udanego przeszczepu w naszym kraju minęło niedawno 47 lat. Ta rocznica jest obchodzona jako ogólnopolski dzień transplantacji. Polacy, pytani o stosunek do pobierania organów po swojej śmierci lub od swoich bliskich zmarłych, w ogromnej większości deklarują zgodę. Tymczasem w Polsce, pobrań organów do przeszczepów jest znacznie mniej niż w krajach zachodniej Europy. W bardzo złym dla transplantacji 2007 roku wykonano tylko 32 zabiegi przeszczepiania na 1 mln mieszkańców. W starych krajach Unii Europejskiej było ich średnio o 50 proc. więcej, natomiast w USA i Kanadzie o 2/3 więcej. Na transplantację oczekuje w Polsce prawie 2 tysiące osób. Narządem, który jest najczęściej przeszczepiany są nerki. W Polsce rocznie wykonuje się około tysiąca transplantacji. Stosunkowo dobra sytuacja w zakresie liczby przeszczepów panuje zwłaszcza w województwach zachodniopomorskim i wielkopolskim, najmniej przeszczepów ma miejsce w województwach małopolskim i podkarpackim.
To, co może cieszyć, to wzrost liczby dawców. W 2006 roku w centralnym rejestrze Poltransplantu zarejestrowanych ich było 2400, podczas gdy w 2011 już 27024. Resort zdrowia chciałby, aby w bieżącym roku ich liczba przekroczyła 30 tysięcy.
W uświadamianiu społeczeństwu, że przeszczep dla wielu chorych jest jedyną szansą na powrót do normalnego życia ważną rolę odgrywają fundacje promujące transplantacje. Jedną z nich jest powstała niedawno w naszym mieście Fundacja "Transplantacja - Dar Życia". Jej założyciele: Andrzej Papacz - żyjący 15 lat z przeszczepionym sercem oraz Elżbieta Orczyk, która przed laty wyraziła zgodę na pobranie organów od zmarłego męża, była mieszkanka Dłużca, a obecnie wolbromianka, organizują prelekcje dla młodzieży pod hasłem "Transplantacja dar życia". Na spotkaniach, które odbywają się w całej Polsce założyciele fundacji opowiadają o problemach transplantologii, uświadamiają korzyści z transplantacji i zachęcają do podpisywania oświadczenia woli, które oznacza zgodę na pobranie organów w razie śmierci mózgu.
W dniach 22 i 23 marca tego typu spotkanie z młodzieżą odbędzie się w Wolbromiu.
Zarząd Fundacji Transplantacja - Dar Życia z siedzibą w Wolbromiu, w skład którego wchodzą: Prezes: Andrzej Papacz, Wiceprezes: Elżbieta Orczyk, Sekretarz: Anna Reza, a członkami Zarządu są: Lidia Gądek, Ewa Orczyk i Kazimierz Pacia zaprasza do współpracy stowarzyszenia, działające na terenie powiatu olkuskiego oraz wszystkich ludzi dobrej woli.

W. Biernacki
Aktualności - Wolbrom.pl - Miejski Serwis Informacyjny


Podpis ratujący życie

"Taka akcja to bardzo dobry pomysł, ponieważ już dawno chciałem podpisać takie oświadczenie woli, jednak nie wiedziałem gdzie mam szukać takiego druku. A teraz dzięki wam oświadczenia są łatwo dostępne" - te słowa usłyszeli wolontariusze akcji "Oświadczenie woli - jeden podpis, ratujący życie", od jednego z przechodniów na Krakowskim Przedmieściu. Właśnie tam, w ostatnią niedzielę, młodzi ludzie ubrani w charakterystyczne, odblaskowe kamizelki rozdawali wkładki do portfeli, szerząc wiedzę na temat transplantologii wśród mieszkańców Warszawy. Odpowiadali na pytania wszystkich zainteresowanych osób, wyjaśniali, czym jest oświadczenie woli i dlaczego jest ono tak ważne. Mała karteczka, na której wypisujemy nasze dane i składamy podpis, ma świadczyć o tym, że posiadacz wyraża zgodę na pobranie od niego tkanek i narządów w przypadku nagłej śmierci. Należy również poinformować swoją rodzinę o podjęciu takiej decyzji, ponieważ to najbliżsi decydują o naszym ciele w krytycznej sytuacji. W Polsce obowiązuje zasada domniemanego dawstwa narządów. Oznacza to, że każdy, nawet ten kto nie posiada oświadczenia, może zostać dawcą. Dlatego każda osoba, która nie życzy sobie pobrania narządów ze swojego ciała, powinna zarejestrować się w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów.
Niedzielna akcja została zorganizowana w związku ze Światowym Dniem Chorych, przypadającym na 11 lutego. Rozdanych zostało ponad 2000 oświadczeń woli. Wolontariusze przeprowadzili wiele rozmów, uświadamiając warszawiaków, czym jest transplantologia. Akcja została pozytywnie odebrana przez mieszkańców. Podczas niedzielnego spaceru, zatrzymywali się, rozmawiali, zabierali ze sobą druki oświadczeń woli, broszury informacyjne. Do akcji przyłączyli się również motocykliści spotkani na rogu ulic Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej, zabrali ze sobą wkładki do portfeli, zdając sobie sprawę z ryzyka jakie podejmują, jeżdżąc motocyklem. Pierwsza edycja akcji "Oświadczenie woli - jeden podpis, ratujący życie", zakończyła się ogromnym powodzeniem, z czego bardzo się cieszymy. Dzięki tego typu działaniom poszerzamy wiedzę społeczeństwa na temat przeszczepów, co jest pierwszym, bardzo ważnym krokiem do zwiększenia liczby wykonywanych zabiegów. Akcja odbyła się dzięki pomocy Fundacji "Transplantacja - dar życia", pod patronatem tygodnika "Południe". Dziękujemy wszystkim osobom, dzięki którym takie wydarzenie mogło się odbyć.

tekst i foto: Tomasz Głażewski
POŁUDNIE - Sobota, 12 Lutego 2011 roku.


POŁUDNIE Głos Mokotowa Ursynowa Wilanowa, nr 4 (717) z 03.02.2011r


Wieści wolbromskie nr 1 (363) z 14.01.2011r


www.orneta.wm.pl z dnia 21.10.2010


"Dobre rady" nr 11/2010




Ponad dwa tysiąca osób czeka w Polsce na przeszczep

Ponad dwa tysiące osób czeka w Polsce na transplantację. Do oddawania organów przekonywali w czwartek w Zamościu uczestnicy konferencji: "Zamość dla transplantacji".

- Kiedy lekarz zadał mi pytanie, czy zgadzam się na pobranie narządów męża, bez wahania odpowiedziałam tak - opowiadała Elżbieta Orczyk, której mąż umarł na tętniaka. - Miałam dwie minuty na podjęcie decyzji. Nie myślałam co dobrego robię tym podpisem, bo myślałam tylko o tym: Jaś będzie żył w innych. Oddałam jakby cząstkę siebie - wspominała okoliczności, w jakich podjęła najtrudniejszą w swoim życiu decyzję. Po śmierci męża Orczyk wspólnie z Andrzejem Papaczem jeżdżą po Polsce i organizują spotkania z młodzieżą pod hasłem "Transplantacja dar życia", w trakcie których opowiadają o transplantacji i zachęcają do podpisywania oświadczenia woli, które oznacza zgodę na pobranie organów w razie śmierci mózgu.

Takich osób jak pani Elżbieta jest niewiele. W Polsce w długiej kolejce na transplantację czeka ponad 2000 chorych. Wielu z nich nie doczeka do przeszczepu. Tymczasem na 600 osób umierających od ponad 10 można by było pobrać organy. - Dla ludzi jest to wciąż temat drażliwy - tłumaczyła Anna Gradziuk, koordynator ds. transplantacji w szpitalu im. Jana Pawła II w Zamościu. - Nie zgadzają się na pobranie narządów od swoich bliskich z różnych powodów. Nie wiedzą, co to jest śmierć mózgu, boją się, że pobraniu organów ciało będzie tak zmasakrowane, że niemożliwy będzie normalny pochówek. Wreszcie obawiają się posądzenia, że sprzedali narządy dla pieniędzy - wyliczała Gradziuk.

Szpital "papieski" w Zamościu organizuje programy edukacyjne na temat transplantacji. - Spotykamy się z młodzieżą w szkołach. Podczas pogadanek mówimy im, czym jest transplantacja, opowiadamy o ludziach, którzy czekają na przeszczep i o tych, którzy do niego nie doczekali, wyświetlamy filmy - wyjaśniała Gradziuk. - Raz byliśmy nawet w szkole podstawowej. Dzieci były bardzo zainteresowane. Oswajać z transplantacją trzeba ludzi od najmłodszych lat - zaznaczyła. Programy edukacyjne przynoszą pierwsze rezultaty. W zeszłym tygodniu w szpitalu im. Jana Pawła II w Zamościu po raz pierwszy pobrano narządy do przeszczepu. Dawcą była 46-letnia kobieta. Zgodę na transplantację podpisała jej matka.

W konferencji wzięli udział m.in.: Grażyna Płaszczewska, kierownik Banku Tkanek Oka, profesor Sławomir Rudzik, kierownik I Kliniki Chirurgii Ogólnej Transplantacyjnej i Leczenia Żywieniowego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie (mówił o problemach polskiej transplantologii) oraz biskup dr Wacław Depo, Ordynariusz Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej (zaprezentował stanowisko kościoła katolickiego wobec oddawania organów).

Konferencję zorganizowali: szpital im. Jana Pawła II w Zamościu, urząd miasta Zamość oraz Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu.

Kinga Smoleń
Fot. Robert Krzanowski / AG
Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin


Puławy - Transplantologii. Prelekcje

W dniach 17-20 listopada br. gościliśmy w Puławach przedstawicieli Stowarzyszenia Przeszczepionych Serc – pana Andrzeja Papacza (13 lat po przeszczepie serca) oraz panią Elżbietę Orczyk (która wyraziła zgodę na przeszczep narządów jej zmarłego męża). Spotkali się z młodzieżą puławskich szkół: I Liceum Ogólnokształcącego im. A. J. ks. Czartoryskiego, Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 im. Komisji Edukacji Narodowej, Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2 im. Franciszka Dionizego Kniaźnina, Zespołu Szkół Technicznych w Puławach im. Marii Skłodowskiej-Curie oraz Medycznego Studium Zawodowego. Członkowie Stowarzyszenia Przeszczepionych Serc realizują program edukacyjny skierowany do młodzieży w całej Polsce. W Puławach będą przebywać na zaproszenie Urzędu Miasta.

W ramach kampanii Puławy – Transplantologii puławskie szkoły zrealizowały różnorodne inicjatywy przybliżające młodzieży tę metodę leczenia. Słuchacze Medycznego Studium Zawodowego przeprowadzili spotkania – prezentacje podstawowych zagadnień związanych z transplantologią oraz szkolili młodzież w zakresie przeprowadzania pierwszej pomocy.

Prezentowane inicjatywy są kontynuacją kampanii, której inauguracja odbyła się 20 października 2009 r. w POK "Dom Chemika".

www.um.pulawy.pl/artykul/5363_2411.html


Andrzej Papacz

Andrzej Papacz: Żyję dzięki sercu 21-latka

- O transplantologii trzeba mówić. Młodzi ludzie już trochę o problemie wiedzą. Czasami zaskakują mnie swoją dojrzałością podczas dyskusji – mówi Andrzej Papacz, który jeździ po całej Polsce wraz z Elżbietą Orczyk i opowiadają o przeszczepach.

Sam żyje dzięki sercu dwudziestojednolatka z Wrocławia, które przeszczepiono mu trzynaście lat temu. Orczyk oddała do przeszczepów organy zmarłego męża. – Młodzież nie bardzo myśli o śmierci – przyznaje Papacz.

Zwraca jednak uwagę na inny aspekt. – Choć czasem młodzi są na "tak", to jednak są temu przeciwni rodzice – dodaje. W czwartek Papacz i Orczyk byli w Zespole Szkół Technicznych w Puławach. Marcin Mikos, uczeń klasy 4 BT ze spotkania był zadowolony. – Bardzo mało się o tym mówi, a uważam, że powinno jak najwięcej – powiedział.

Sam wypełnił deklarację wcześniej, przysłała mu ja siostra. Spotkania są inicjatywą puławskiego Urzędu Miasta. Co roku w Polsce dokonuje się około tysiąca przeszczepów. Każdego dnia liczba potrzebujących wzrasta.

Autor: Beata Kowalska


Transplantacja - dar życia

Pod takim właśnie hasłem w ostatnich dniach Pani Elżbieta Orczyk i żyjący od 13 lat z przeszczepionym sercem Andrzej Papacz wspólnie z Komendą Powiatową Państwowej Straży Pożarnej w Lidzbarku Warmińskim przeprowadzili w lidzbarskich szkołach średnich spotkania propagujące idee transplantacji organów - często jedynej metody ratującej ludzkie życie. Temat jak najbardziej na czasie, ponieważ ciągle jeszcze w Polsce wiedza na temat transplantacji i przeszczepów jest niewielka. Obecnie na serce, nerki, trzustkę czy wątrobę czeka 2046 osób. Głównymi założeniami spotkania było propagowanie idei transplantacji, honorowego dawstwa krwi, szpiku kostnego oraz promocja zdrowego stylu życia. Ludzie po przeszczepach inaczej patrzą na życie, podarowane im niejako po raz drugi. Są także bardziej serdeczni, otwarci na innych, bo to dzięki nim cieszą się nadal życiem. -"Żyłem i pracowałem jak wszyscy, ale przyszedł jeden zawał, drugi zawał, trzeci... i w końcu diagnoza - tylko przeszczep serca. Bałem się tej operacji..." - opowiadał Andrzej Papacz lidzbarskiej młodzieży. Przestrzegał wszystkich przed lekceważeniem grypy, która niemal zawsze kończy się powikłaniami, z których zapalenie mięśnia sercowego należy do najczęstszych. Apelował o spokojny i nie nerwowy tryb życia. Podczas spotkania z młodzieżą w Zespole Szkół Ogólnokształcących Z-ca Komendanta Powiatowego PSP w Lidzbarku Warmińskim kpt. Marek Pasławski na ręce Pani Dyrektor Anny Tkaczuk złożył podziękowanie za bardzo aktywny udział młodzieży lidzbarskiej Jagiellonki w akcjach krwiodawstwa organizowanych przez lidzbarską straż pożarną. Szczególne podziękowania otrzymała Pani Marzena Fenkanin, która od kilku lat mobilizuje młodzież "ogólniaka" i promuje honorowe dawstwo krwi - leku ratującego życie, bez którego nie można mówić o transplantacji. Spotkania z młodzieżą na terenie powiatu lidzbarskiego podzielono na dwa etapy. II etap odbędzie się w Ornecie na początku przyszłego roku.

www.kwpsp.olsztyn.pl


Transplantacja szansą na drugie życie

Żyję z cudzym sercem

"Byłem normalnym, czynnym zawodowo człowiekiem. Stres, zabieganie, praca na pierwszym miejscu... pierwszy, drugi, trzeci, czwarty zawał serca - zagrożenie życia. Leżąc w szpitalu, nie miałem siły podnieść szklanki do ust; usłyszałem wyrok: przeszczep, albo śmierć...

Moje nowe serce było z Wrocławia. Wiem, że dawcą był 21-letni chłopak, który zginął w wypadku. Do dziś - już 13 lat, biorąc leki, dziękuję za drugą szansę. Człowiek po przeszczepie czuje i zachowuje się inaczej - nie zostawiam spraw do załatwienia na przyszłość, cenię życie, cieszę się każdą chwilą. Pamiętam o dawcy, jestem bardzo wdzięczny za dar, jaki dostałem" - Andrzej Papacz, człowiek po przeszczepie serca, jeździ na spotkania organizowane w całym kraju, aby propagować ideę transplantologii. Zależy mu, aby ludzie na ten temat rozmawiali, uświadomili sobie problem i możliwości jakie stawia współczesna medycyna. Każdy może być potencjalnym dawcą, albo biorcą...

Oddałam cząstkę siebie

Elżbieta Orczyk żyła ze swoim mężem 27 lat. Lekarze zdiagnozowali u niego tętniaka podpajęczynówkowego, którego nie można było operować. Wiedział, co go czeka i umiał swoją rodzinę przygotowywać na swoją śmierć. Zadeklarował, że odda narządy, które uratują życie innym. - Był to dla mnie szok, ale jego słowa utkwiły mi w pamięci... Kiedy lekarz zadał mi pytanie, czy zgadzam się na pobranie jego narządów, bez wahania odpowiedziałam tak - mówi pani Elżbieta - Miałam 2 minuty na podjęcie decyzji. - Nie myślałam co dobrego robię tym podpisem, bo myślałam tylko o tym: Jaś będzie żył w innych. Oddałam jakby cząstkę siebie... Potem nie było łatwo, śmierć najbliższej osoby sama w sobie jest bardzo trudna, pojawiły się plotki i oskarżenia, że zrobiła to dla pieniędzy. Na duchu podtrzymywała ją między innymi lekarka z miejscowego ośrodka zdrowia - Lidia Gądek. - Uratowaliśmy 6 osób - wspomina Elżbieta Orczyk, która swoje własne oświadczenie woli, że - w razie nagłego zdarzenia - wyraża zgodę na to, aby być dawcą, nosi stale przy sobie.

Mieliśmy szansę dowiedzieć się więcej

W ostatnią sobotę mieszkańcy Wolbromia mieli doskonałą okazję pokazać, że interesują ich ważne problemy współczesnego świata - Elżbieta Orczyk i Andrzej Papacz zorganizowali spotkanie popularyzujące ideę transplantacji, dawstwa krwi i szpiku kostnego bardzo profesjonalnie. Mówili o swoich doświadczeniach, wspierali ich inni zaproszeni goście, którzy w różny sposób przeżyli podobne sytuacje: biorcy, rodziny dawców. Przybyli także lekarze, przedstawiciele Poltransplantu, Urszula Smok - założycielka fundacji "Podaruj Życie", która prowadzi Rejestr Dawców Szpiku Kostnego i popularyzuje ideę dawstwa szpiku kostnego, gromadzi środki finansowe na badania typujące oraz pomaga osobom chorym na białaczkę lub inne choroby krwi, a także przedstawiciele Stacji Krwiodawstwa z Krakowa. Pokazywano filmy o transplantacjach i ludziach, którzy czekają na przeszczep. Przybliżano aspekty prawne i medyczne transplantologii. Umożliwiono na miejscu oddanie krwi przez honorowych krwiodawców, a także pobierano próbki od osób chętnych do zostania dawcą szpiku.

Każdy człowiek może stanąć sytuacji potrzebującego lub dawcy... Dlaczego na to ważne spotkanie przyszło tak niewiele osób? Osoby, które chciałyby dowiedzieć się więcej o transplantacjach, banku szpiku zapraszamy na strony internetowe Poltransplantu: www.poltransplant.org.pl i Stowarzyszenia Przeszczepionych Serc: www.przeszczepserca.pl, a także fundacji "Podaruj Życie": www.podarujzycie.org. Dobrze, że znalazło się choć kilka osób, które ocaliły honor naszej gminy.


Łowicz - Możesz dać serce. Dosłownie

Młodzież z II LO oraz ze Szkoły Policealnej w skupieniu z uwagę wsłuchiwała się w to, co miały im do przekazania osoby po przeszczepach. W ubiegłym tygodniu, po raz pierwszy w Łowiczu, odbyły się dwa spotkania na temat transplantacji. Miejscem była szkoła przy ul. Ułańskiej.

Dojrzałość widoczna w zachowaniu młodzieży, emocje ze strony prelegentów, a także obecność inicjatorów spotkania - Haliny i Józefa Szczepaników - były bardzo wymowne. Bo poruszane tematy życia, nagłej śmierci i od dawania narządów komuś anonimowemu, bez powodu, po prostu z daru serca - to nie są tematy o których łatwo mówić publicznie, zwłaszcza w tak szerokim gronie. Ale warto było wywołać ten temat.

W spotkaniu brali udział: wiceprezes Stowarzysznia Przeszczepionych Serc Andrzej Papacz, Dariusz Borowski z tego stowarzyszenia oraz Elżbieta Orczyk - przedstawicielka rodzin dawców. Każdy z nich mówił o sobie, starając się jak najprościej przybliżyć ideę transplantacji. Nie mówili nic o sobie Halina i Józef Szczepanikowie, ale oni są chyba jedyną łowicką rodziną, która niespełna 7 lat temu, tracąc nagle swoją córkę Anię, nie ukrywała faktu, że jej narządy zostały pobrane do przeszczepów. Trafiły do 6 ciężko chorych osób.

Wstęp w hiszpańskich realiach

Jako wprowadzenie do tematu wyświetlony został krótki film osadzony w realiach hiszpańskich. Zaczyna się od wypadku, w którym młody mężczyzna doznaje poważnego urazu głowy. Szybka pomoc, transport śmigłowcem do szpitala, reanimacja - wszystko co zmierza do ratowania mu życia nie daje efektu. Następuje śmierć mózgu. Lekarze podejmują rozmowę z rodziną. Jest ona bardzo trudna: - Państwa syn nie żyje. Wydaje się, że oddycha, ale to nie on oddycha, oddycha maszyna - mówią. Rodzice są w szoku, kilka razy powtarzają, że pół godziny temu słyszeli, że jego stan jest stabilny. Nie rozumieją tego, co tłumaczą im lekarze, że to był poważny uraz czaszki, ciśnienie w niej było bardzo wysokie. Rodzice płaczą, a lekarze próbują z nimi dalej rozmawiać. - Są młodzi ludzie jak Daniel, którzy mają szansę na życie. Znaliście go i wiecie, co on o tym myślał. Rodzice odrzucają tę myśl: - Nie pytajcie nas o to. Nie w tej chwili.

Kolejne sceny z życia tej rodziny odbywają się 2 lata później. Ojciec chłopaka, który zginął w wypadku jest chory na serce. Widać jak źle się czuje, bo jego serce jest coraz słabsze. Kolejna wizyta o lekarza i pada słowo "przeszczep". Kobieta i mężczyzna zadają lekarzowi pytania: Jak długo będziemy czekać? Czy mąż może umrzeć zanim doczeka dawcy? Lekarz jest rzeczowy, spokojny i życzliwy, stara się uspokajać: - Trzeba myśleć optymistycznie. Ale to nie znaczy, że rodzina żyje spokojnie. Jeden omyłkowy telefon w nocy sprawia, że oboje są na nogach, bo mieli nadzieję, że to w sprawie przeszczepu. Kilka miesięcy później odbierają telefon, na który czekali. - Tak, oczywiście, jesteśmy gotowi! - mówi do słuchawki żona. Zabieg kończy się pomyślnie, jej mąż wraca do zdrowia, dziękują lekarzom - tym samym, z którymi rozmawiali po śmierci syna. Nikt nie ma do nich żalu, że wtedy taką decyzję podjęli, ale widać, jak zmieniło się ich podejście to przeszczepów. "Jak dziwne i wspaniałe jest życie" - mówi jedno z nich.

Serce z Wrocławia

Emocji nie zabrakło podczas wystąpienia Andrzeja Papacza, który jest 13 lat po przeszczepie. - Moje serce było z Wrocławia, wiem, że dawcą był 21 letni chłopak, który zginął w wypadku.

Pan Andrzej przeszedł 4 zawały serca

Z powodu częstych chorób, opieka nad nim była dużym odciążeniem i problemem dla jego najbliższych. Jedną z dolegliwości były puchnięcie nóg, a to z kolei było przyczyną problemów z chodzeniem. 3 dni po przeszczepie wstał z łóżka, pełen chęci do życia. Personel szpitala próbował go przekonać, że powinien jeszcze leżeć. Miał chęć odpowiedzieć na to pielęgniarce: - Sama sobie leż. Jak ja "dostałem życie", to teraz nie chcę leżeć.

Kilka dni po przeszczepie miał okazję zobaczyć swojej serce martwe w słoiku. Wziął słoik w ręce i jakiś taki dziwny prąd poczuł na plecach.

Od czasu operacji wiele się w jego życiu się zmieniło. Ceni życie, cieszy się każdą chwilą i nie zostawia spraw do załatwienia na jutro. Jest bardzo wdzięczny za dar, jaki dostał, dlatego jeździ na spotkania organizowane w całym kraju, aby propagować ideę transplantologii. Celem spotkań jest to, aby młodzi ludzie na ten temat rozmawiali.

Na koniec wystąpienia radził młodym ludziom, aby dbali o swoje zdrowie, nie lekceważyli przeziębienia, grypy. On sam nie chodził na zwolnienia, bo szkoda mu było pieniędzy. Mógł stracić premię i było mu jej żal. Po latach zrozumiał, że każda zlekceważona infekcja pozostawiła w jego sercu trwały ślad. Teraz musi bardzo uważać na siebie, nie tylko przez regularne przyjmowanie lekarstw, które mają zapobiec odrzuceniu przeszczepu. Każda infekcja kończy się przyjmowaniem antybiotyku i tygodniem - dwoma spędzonymi w łóżku, a bywa - że w szpitalu. Musi kontrolować ciśnienie, bo wszystkie osoby po przeszczepie mają zbyt wysokie. Gdy z jakimkolwiek problemem przychodzi do lekarza, ten zawsze mu przypomina: - Przecież pan jest po przeszczepie. Czego pan jeszcze chce? W życiu zawsze jest "coś za coś".

Moje serce rozsypało się

Marek Borowski z Warszawy był drugą osoba żyjącą z przeszczepionym serce, która mówiła do młodzieży o sobie. Obecnie ma 52 lata, od przeszczepu minęło 2 i pół roku. Zachorował na serce nie mając nawet 30 lat. Przeszedł bardzo ciężki zawał, po którym na 8 miesięcy trafił do szpitala. Od tego czasu przez kolejne 20 lat kilka razy w roku wymagał hospitalizacji. Miał wiele szczęścia, bo na przeszczep nie czekał długo. Dawcą narządu był mężczyzna, który zginął w wypadku. Miał około 30 lat. Dawca i biorca leżeli w tym samym szpitalu MSWiA przy ul. Wołoskiej w Warszawie. Przeszczepu dokonał zespół pod kierunkiem dr. Mirosława Garlickiego, o którym jako o lekarzu wyrażał się jak najlepiej. Pytał nawet lekarzy, czy może zobaczyć swoje serce. Usłyszał, że po wyjęciu z klatki piersiowej rozsypało się w rękach lekarzy. Było tak słabe, że raczej nie żyłby z nim dłużej niż miesiąc. Ale czyjaś decyzja o zgodzie na przeszczep była dla niego darem życia. Zwrócił uwagę, że lekarze zawsze o to pytają rodzinę, taka jest praktyka, choć w naszym kraju od kilku lat prawo mówi o tzw. zgodzie domniemanej. Polega ona polega na tym, że jeśli ktoś nie wyrazi sprzeciwu, to znaczy, że zgadza sie, aby jego narządy pobrano do przeszczepów.

- Jestem tu, żyję. Muszę uważać na infekcje, bo reszta życia to walka o to, aby organ nie został odrzucony.

Lekarz mnie przekupił

O tym, jak decyzje o przeszczepach mogą wyglądać ze strony rodziny dawcy, mówiła z kolei Elżbieta Orczyk. O swoim mężu nie mówiła inaczej jak Jasiu. Żyli ze sobą 27 lat. Lekarze zdiagnozowali u niego tętniaka podpajęczynówkowego, którego nie można było operować. Wiedział, co go czeka i umiał swoją rodzinę przygotowywać nas na swoją śmierć. To ona sam zadeklarował, że odda narządy, które dadzą życie innym. - Był to dla mnie szok, ale jego słowa utkwiły mi w pamięci. Kiedy lekarz zadał mi potem pytanie, czy zgadzam się na pobranie narządów, bez wahania odpowiedziałam "tak" - to fragment wywiadu z panią Elą, jaki można przeczytać na stronie www.przeszczepserca.pl.

Na spotkaniu w Łowiczu mówiła też, że lekarz ją "przekupił", mówiąc jej "pani mąż będzie żył w innych osobach". Miała 2 minuty na podjęcie decyzji. - Nie myślałam co dobrego robię tym podpisem, bo myślałam tylko o tym: "Jaś będzie żył". Opowiadała też o swojej rozmowie telefonicznej z córką, bezpośrednio po śmierci męża. - Powiedziałam: tata nie żyje, ale będzie żył w innych osobach. Ona odpowiedziała - ja bym tak nie umiała. Płakała. Ale to były łzy szczęścia, bo zrozumiałyśmy, że ktoś dostał szansę na życie, nie będzie już dłużej czekał na telefon, w którym ktoś mu oznajmi, że jest dawca.

Potem były kolejne łzy szczęścia, że strony lekarki z OIOM, która panią Elę uściskała dziękując jej za to, że wyraziła zgodę. W imieniu pacjentów, ich rodzin i w imieniu lekarzy, którzy dzięki temu będą mogli ratować innych pacjentów. - Uratowaliśmy 6 osób - mówiła w Łowiczu Elżbieta Orczyk. Mówiła wzruszona o swojej filozofii życia: - Wszyscy mamy jakieś roszczenia, chcemy pieniędzy, zaszczytów i innych rzeczy. Ale można też w chwilach tragedii pomyśleć o innych, których nie znamy, którzy nie są dla nas rodziną, aby dać im ten dar, bezinteresownie. Na dowód tych słów przeczytała swoje oświadczenie woli, które nosi przy sobie, że ona - w razie nagłego zdarzenia - wyraża zgodę na to, aby być dawcą. Bo to dla niej zaszczyt i honor. Napisała je 3 lata temu, mając 47 lat. Przestrzegała jednak, aby nie poddawać ocenie osoby, które są temu przeciwne. Każdy ma to tego prawo. To jest osobista sprawa każdego człowieka i trzeba umieć ją uszanować.

Pamiętam o dawcy

Na spotkaniu przytoczono dane liczbowe dotyczące osób oczekujących w Polsce na przeszczepy, zaczerpnięte z Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego do Spraw Transplantacji w Polsce - Poltransplant. Na nerkę oczekuje 1501 osób, na trzustkę i nerkę - 14, na trzustkę - 1 osoba, na wątrobę - 123, na serce - 213, na płuca - 31, na serce i płuca - 18. Zestawił to z liczbą transplantacji przeprowadzoną w styczniu tego roku: 76 nerek, 17 przeszczepów wątroby i jedno serca.

Andrzej Papacz mówiąc o sobie podkreślał, że nigdy nie zapomina o swoim dawcy. Zawsze gdy jest na cmentarzu odwiedzając gród swoich rodziców zapala świecę w intencji osoby, której serce ma od 13 lat. Stawia ją na jakimś zapomnianym grobie.

Elżbieta Orczyk propagując ideę transplantacji mówi, że jest jej łatwiej żyć ze świadomością, że coś z jej męża żyje w innych osobach. Bo te organy nie poszły za nim do nieba, ale zostały tutaj, na ziemi. Bo tutaj są potrzebne.

Mirosława Wolska-Kobierecka
Nowy Łowiczanin


TRANSPLANTACJA - DAR ŻYCIA

Pod takim hasłem w górowskim Miejskim Ośrodku Kultury odbyły się zajęcia w ramach programu edukacyjnego. Inicjatorami spotkania był Ruch Społeczny Obywatele.info.

W spotkaniu brali udział: Andrzej Papacz oraz Elżbieta Orczyk - przedstawicielka rodzin dawców. Każdy z nich mówił o sobie, starając się jak najprościej przybliżyć ideę transplantacji.
- Żyję dzięki temu, że kiedyś ktoś zachował się bardzo szlachetnie i podarował mi drugie życie - mówił wiceprezes stowarzyszenia, któremu po czterech zawałach przeszczepiono serce.
Teraz, jak mówi, w dowód wdzięczności, sam zachęca innych, żeby wyrażali zgodę na pobranie po śmierci swoich narządów.
Młodzi ludzie, patrząc na prowadzących oraz ich gości, mogli przekonać się, jak wielkim darem jest przeszczep. - Przekonałem się, że warto w przyszłości wypełnić oświadczenie woli, by ktoś mógł żyć również dzięki mnie - mówi Patryk, jeden z licealistów - ciekawe tylko, co na to moi rodzice?
Zajęciom patronował PulsRegionu.info, a także Ruch Społeczny Obywatele.info.
- Uważamy, że fundamentem społeczeństwa obywatelskiego jest zdolność do bezinteresownej ofiarności - mówią organizatorzy spotkania - trzeba tego uczyć jak najwcześniej.

PulsRegionu.info


Transplantacja - dar życia

Apostołowie nadziei

Mieszkanka Dłużca Elżbieta Orczyk i żyjący od lat z przeszczepionym sercem Andrzej Papacz jeżdżą po kraju, propagując idee transplantacji organów - często jedynej metody ratującej ludzkie życie. 12 września zorganizowali w wolbromskim domu kultury spotkanie pod hasłem "Transplantacja - dar życia". Szkoda, że przybyło na nią tak mało osób...

Organizatorzy jednak nie załamują się. Uważają, że nawet jeśli zainteresowaliby tylko dwoje ludzi, warto podobne imprezy organizować, bo ciągle jeszcze w Polsce wiedza na temat transplantacji i przeszczepów jest niewielka. A szkoda, gdyż cały czas długość kolejki oczekujących na organy i tkanki wydłuża się. Obecnie na serce, nerki, trzustkę czy wątrobę czeka 2046 osób. Nasz kraj jest na końcu światowych statystyk transplantacyjnych, a i Małopolska w nich nie błyszczy...

Głównymi założeniami spotkania była promocja gminy Wolbrom, propagowanie transplantacji, honorowego dawstwa krwi, szpiku kostnego oraz promocja zdrowego stylu życia. Stąd na sali lustrzanej można było zgłosić się do rejestru dawców szpiku kostnego, oddać krew i porozmawiać z przedstawicielami instytucji związanych z przeszczepami. W miarę upływu czasu zainteresowanych przybywało, a wśród nich największą grupę stanowili ludzie młodzi. W tym czasie na sali widowiskowej prezentowano filmy przybliżające tematykę spotkania i słuchano prelekcji zaproszonych gości.

"Chwila, która trwa, może jest najlepszą z Twoich chwil..."

Ludzie po przeszczepach inaczej patrzą na życie, podarowane im niejako po raz drugi. Cenią je i nie odkładają niczego na jutro. Ale są także bardziej serdeczni, otwarci na innych, bo to dzięki nim cieszą się nadal życiem. - "Żyłem i pracowałem jak wszyscy, ale przyszedł jeden zawał, drugi zawał, trzeci... i w końcu diagnoza - tylko przeszczep serca. Bałem się tej operacji..." - wspominał Andrzej Papacz. Opowiedział swoje przeżycia związane z przygotowaniem i przeprowadzeniem przeszczepu. A był on możliwy dzięki osobie, która podpisała oświadczenie woli. - "Dzięki niej, dzięki jej rodzinie, mogę tu dzisiaj z Wami przebywać."

Przestrzegał wszystkich przed lekceważeniem grypy, która niemal zawsze kończy się powikłaniami, z których zapalenie mięśnia sercowego należy do najczęstszych. Apelował o spokojny i nie nerwowy tryb życia: - "Nie bierzcie udziału w wyścigu szczurów i uważajcie, kiedy jesteście przeziębieni. Mokre plecy i pośpiech, to zabójstwo dla naszego serca."

"Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi bo nie jesteś sam..."

Transplantacja, to jedyna metoda leczenia, która potrzebuje zaangażowania całego społeczeństwa. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Zwłaszcza w sytuacji, gdy problemy znane dotąd z mediów dotykają nas samych, gdy choroba dosięga naszych bliskich...

O tym wszystkim opowiadała Elżbieta Orczyk, mieszkanka Dłużca, która kilka lat temu zdecydowała się oddać do przeszczepów narządy swego ukochanego, tragicznie zmarłego męża. Jej rozterki i wspaniałą postawę przedstawiał reportaż telewizyjny odtworzony podczas spotkania. - "To rozpacz po zmarłej osobie, ale i szczęście, że ktoś dzięki naszej pomocy będzie żył, że nie będzie cierpiał" - mówiła pani Elżbieta, jakże wspaniale tłumacząc córce: - "Twój Tata będzie żył w innej osobie..."

"Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia, żeby umieć żyć..."

Elżbieta Orczyk, po śmierci męża i decyzji o przekazaniu jego organów potrzebującym odnalazła sens swego życia. Bezinteresownie zaangażowała się w ruch propagujący idee transplantacji. - "Jest nas garstka, ale garstka oddanych idei ludzi. Bo warto walczyć o życie ludzi czekających na organy. Wiem, że nie jestem sama. Są wśród nas dwie rodziny, które oddały chorym najcenniejsze dary - narządy swoich dzieci. Rozmawiajmy o przeszczepach w rodzinie, bo warto zapoznać z tymi zagadnieniami młode pokolenie."

- "Śmierć Jasia była dla mnie ogromnym ciosem, ale podjęta w dwie minuty decyzja o przekazaniu jego narządów pozwoliła mi przetrwać trudny okres i wlała w serce radość."

O jej wspaniałej postawie opowiadała także lek. med. Lidia Gądek, która określiła swoją pacjentkę jako "niewielką wzrostem, ale wielką duchem".

Urszula Smok przedstawiła założoną przez siebie Fundację "Podaruj Życie". Jej celem jest popularyzowanie idei dawstwa szpiku kostnego, utworzenie i prowadzenie rejestru dawców, gromadzenie środków finansowych na badania typujące, oraz pomoc osobom chorym na białaczkę lub inne choroby krwi. To jedyna tego typu instytucja w południowej Polsce, mająca jednak zasięg ogólnokrajowy, a nawet międzynarodowy. Jak wiele trzeba zrobić i na tym polu świadczą liczby: na świecie w banku potencjalnych dawców szpiku zarejestrowanych jest ponad 13 mln osób, w sąsiednich Niemczech 3,5 mln, a w Polsce jedynie 60 tysięcy. Szpik można przeszczepić jedynie pod warunkiem identyczności antygenów transplantacyjnych - HLA dawcy i biorcy, co zdarza się niezwykle rzadko (statystycznie 1 : 20.000). Stąd ważne jest, by gromadzić dane wielu osób. Potencjalnym dawcą szpiku może być zdrowa pełnoletnia osoba, w wieku od 18 do 50 roku życia spokrewniona genetycznie (rodzice, rodzeństwo) lub obca nie spokrewniona z biorcą. Co roku na białaczkę zapada w Polsce 3.500 osób, a jedyną metodą na ich wyleczenie jest przeszczep szpiku kostnego.

"Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi"

Więcej szczegółowych informacji na temat przeszczepów poszczególnych organów zebrani mogli usłyszeć podczas prezentacji Sylwi Sekty - koordynatora Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego do Spraw Transplantacji "Poltransplant" z Katowic. Informowała ona także o aspektach prawnych transplantologii i wyjaśniła niektóre terminy medyczne związane z tą problematyką. - "Jeśli ktoś mówi w telewizji, że my pobieramy narządy od osób w śpiączce, których można wybudzić, to jest to nieprawda." Tłumaczyła szczegółowo zagadnienie śmierci mózgowej, podczas orzekania której jakiekolwiek wątpliwości powodują odstąpienie od orzekania przez lekarzy zakończenia życia. Przekazała także najważniejsze informacje na temat funkcjonowania centrum i zasady, jakimi kieruje się przy ustalaniu kolejności kierowania pacjentów na przeszczepy.

Wydaje się, że podobne spotkania są niezwykle ważne i dobrze, że są w Polsce osoby, które potrafią poświęcić swój czas i pieniądze by je organizować. Pani Elżbieta Orczyk i Andrzej Papacz zapowiedzieli, że kolejne tego typu akcje odbędą się w szkołach na terenie powiatu olkuskiego. Przy okazji serdecznie dziękują wszystkim osobom, instytucjom i firmom, które pomogły w przygotowaniu spotkania.

Wojciech Szota
Wieści Wolbromskie 17/2009, 18.09.2009 r.


Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w serwisie
www.transplantacjadarzycia.pl w innych mediach lub w innych portalach internetowych wymaga zgody redakcji serwisu!